kto wie? Pierce wyprostował nogi.

Po wyjściu Milli Susanna przeszła do swojego prywatnego
an43


dojechać.
316
Justina ich małżeństwo było szczęśliwe, ale każde z nich wciąż
się i opuszczając, pieszcząc go całym ciałem, zmuszając ciało
Mówiło się, że Diaz ma wsparcie jakichś nieokreślonych
Nie miała pojęcia, kim był jej informator. Zresztą Diaz też nie
Mógł sprawdzać ogrodzenie, zaganiać stado kilka akrów dalej, mógł przycinać krzaki po pomocnej stronie posiadłości albo z innym pracownikiem robić zakupy w mieście. Zawiedziona, odgarnęła włosy z ramion. Miała nadzieję, że uspokoi się, gdy wiatr schłodzi jej kark. Przeszła obok pomieszczenia z maszynami i tam natknęła się na Briga. Starał się znaleźć dziurę w grubej czarnej oponie, obracając kołem w przepołowionej starej beczce po ropie, która miała metalowe nóżki, oszlifowane brzegi i rurkę u dołu, odprowadzającą wodę do ścieku. Wodę doprowadzał gumowy wąż, przytwierdzony do kranu. Brig miał rozpiętą koszulę i rękawy podwinięte do łokci. Marszczył w skupieniu brwi. Może i słyszał, że Angie się zbliża, ale nie dał tego po sobie poznać. Podniósł głowę dopiero, gdy jej cień padł na beczkę. Znalazł miejsce, gdzie z opony uchodziło powietrze i narysował kredą znak na czarnej gumie. - Myślałam, że masz pracować z końmi. - Angie oparła się o murowane ścianę. Czuła na plecach ciepło rozgrzanych przez słońce czerwonych cegieł. - Nie wiedziałem, że mnie pilnujesz. Podniosła lekceważąco ramię. - Bo nie pilnuję. - To dobrze. - Odwrócił się do niej plecami i wyjął brudną szmatę z kieszeni spodni. - Więc to nie mnie szukasz. - No niezupełnie. Wyprostował się i szelmowskim uśmiechem dał jej do zrozumienia, że kłamie. - Zabawne. Myślałem, że kogoś szukasz, bo tak biegałaś po wszystkich stajniach i stodołach. I pomyślałem, że może mnie. - Nie pochlebiaj sobie. Zachichotał. - Nie mam takiego zwyczaju. Przerzucił koło przez ramię i wszedł do magazynu. Angie z największą przyjemnością zadarłaby dumnie głowę i odwróciła się na pięcie, ale weszła za nim. - Dlaczego tak mnie nie cierpisz? - spytała, gdy znaleźli się w środku. Choć przez otwarte drzwi i kilka małych okienek wdzierało się światło słoneczne, które drażniło jej wzrok, duszne pomieszczenie było ciemne i tajemnicze. W powietrzu unosił się zapach ropy i smarów. Brig wciągnął koło na warsztat i szukał kleju do gumy i czegoś na łatę. - Ja cię nie cierpię? - Odwrócił się przez ramię. - Skąd ci to przyszło do głowy? - Bo mnie unikasz. - Mam robotę. - Ale z Cassidy rozmawiasz. - Ona się interesuje końmi - odpowiedział pośpiesznie i lekko zacisnął zęby. - A może interesuje się tobą? - Przecież to dziecko. - Ma szesnaście lat. - Mówię, że dziecko. - O mnie myślisz tak samo? Zaśmiał się i zmierzył wzrokiem jej krągłe biodra, kobiece wcięcie w talii i pełne piersi, ściśnięte pod rozpiętą bluzką czarnym stanikiem kostiumu kąpielowego. Na chwilę cynicznie zatrzymał wzrok we wgłębieniu między piersiami Angie, w którym zebrał się pot i kurz. - Ciebie nie można wziąć za dziecko. - Wypiął biodro i wyjął z kieszeni koszuli paczkę cameli. - Czego ode mnie chcesz? - Zapalił papierosa i wydmuchnął chmurę dymu. Wyjęła mu papierosa z ust i zaciągnęła się, zostawiając na białej bibule ślad szminki. Wypuściła dym nosem, tak jak na starych filmach robiła to Bette Davis. - Dlaczego myślisz, że czegoś chcę? - Poprawiła włosy i oddała mu papierosa. - Bo taką masz naturę. - Niewiele mnie znasz. - Wydęła lekko usta. - I to mi wystarczy. O Boże, on jej daje kosza. Żaden chłopak nigdy nie dał jej kosza. Większość za nią latała, a jej - z natury uwodzicielskiej i kuszącej - bardzo podobało się, gdy widziała pożądanie w ich oczach. Ale Brig był inny. Musiała go skłonić, żeby ją chciał. Krew w niej wrzała. On, syn zwariowanej półkrwi Indianki i robotnika z tartaku, który uciekł w siną dal, ma czelność zachowywać się tak, jakby jej wdzięki w ogóle na niego nie działały. Ona jednak wiedziała swoje. - A nie chciałbyś mnie poznać troszkę lepiej? - Przysunęła się do niego tak blisko, żeby musiał patrzeć na przedziałek w jej biuście. Z papierosem w ustach wydawał się nieprzystępny jak nieposkromiony kowboj. Mrużył oczy od dymu, ale nie odwrócił głowy. - Mam robotę. Muszę cię przeprosić.
Był niskim żylastym mężczyzną w nieokreślonym wieku (gdzieś
po nitce do kłębka. Nie ustawać. Trop prowadził przecież do Justina.
koniec. Ze spierdolił sprawę po prostu koncertowo.


- Niepotrzebnie.

puściła Diaza, machając rozpaczliwie rękoma, usiłując złapać
działania?
sama, a wtedy on już potrafiłby się o nią zatroszczyć. A potem i o

- Pani Winborn?

sądziła, że nie dosięgnie do poziomu niższego zbiornika i Madison
– Ja? Skąd! Ale skoro wyrzekłeś się przemocy, to i tak nie
z kawałków, które przygotowała Daisy. Moja córka jest w takim

- Że nie narażę na ryzyko finansów organizacji. To nie byłoby w

- Tata! Weź go ode mnie! - rozpaczliwie zawył Arturo,
zacisnął usta. Ból podbrzuszu stawał się coraz bardziej dojmujący.
uwagi na wyraz jej oczu. Nie łączyła ich bliska zażyłość,